Bali wśród bogów i rytuałów
Bali jest wyspą – marzeniem: budzi zmysły, rozpala wyobraźnię i mami obietnicą błogiego lenistwa na rajskiej plaży. Jej bogowie, światynie, kolorowe rytuały i krajobraz pełen pól ryżowych to kwintesencja azjatyckiej egzotyki.
Kiedy Dorota Funke, menedżerka Bałtyckiej Szkoły Fotografii w Koszalinie otrzymała propozycję wyjazdu na Bali nie wahała się ani minuty. Był wrzesień, kończyło się polskie lato, a tu pojawiła się perspektywa nie tylko zdublowania kanikuły, ale również zobaczenia najpiękniejszej części Indonezji
- Myślałam o Bali w kategoriach pięknego wczasowiska - mówi pani Dorota, która zadebiutowała już swymi pracami fotograficznymi na wystawie „Portret świata czarno-biały i kolorowy”. - Już wtedy z pasją fotografowałam, więc przede wszystkim poczułam dreszcz emocji jakiego doświadczają wszyscy twórcy na chwile przed pierwszym pstryknięciem. A tu taki malowniczy temat i do tego inne światło i wyzwania, o których jeszcze wtedy nie miałam pojęcia.
Bali jest częścią archipelagu Małych Wysp Sundajskich czyli Nussa Tanggara i jedną z prawie 18 tys. wysp należących do Indonezji. Na terytorium 5,6 tys. m2 uprawia się ryż, kawę, goździki, cynamon, mango i wanilię, ale tak naprawdę Bali żyje z turystyki. Tutejsza baza hotelowa należy do najlepszych w Indonezji, a mieszkańcy otwarci i uśmiechnięci pozwalają uczestniczyć turystom w swoim codziennym życiu i obrzędach.
Pomiędzy dobrym, a złym duchem
Kultura Balijczyków to niezwykłe połączenie duchowości opartej na hinduizmie z przebogatą kultura materialną: misternym rękodziełem, oryginalnym teatrem wayang i barong, a także jedyną w swoim rodzaju muzyką gamelanową. Wszystko czym zajmuje się Balijczyk musi być oczyszczone przez ofiarę bogom i duchom: tym dobrym i tym złym, bo jedne i drugie współistnieją tworząc równowagę we wszechświecie. Tylko równowaga pomiędzy dobrem, a złem, bóstwem, a demonem, nocą, a dniem, życiem, a śmiercią daje pomyślność i dobrobyt .
- Już pierwszego dnia pobytu na Bali jestem świadkiem kilku ofiar składanych bogom – mówi Dorota Funke. - Na liściu bananowca jest garstka ryżu, jakiś owoc, kwiat….Ofiarne ołtarzyki spotkać można w hotelu, w sklepie i na ulicy. Symbole bóstw miał w swoim samochodzie nasz taksówkarz i kierowca wynajętego przeze mnie busa. Następne dni na wyspie pokażą mi jeszcze dobitniej, jak mocno codzienne życie Balijczyków jest związane z religią
Tutejsza odmiana hinduizmu zwana Dharma to połączenie wiary w Siwę, Brahmę i Wisznu z dawnymi wierzeniami pierwotnych mieszkańców Bali, a zwłaszcza z bardzo silnym kultem przodków.
Stąd tak ważny dla Balijczyków jest obrzęd kremacji zwłok, czyli uwolnienia duszy zmarłego z cielesnej otoczki w ogniu, to obowiązek rodziny zmarłego i… powód do świętowania. Zresztą oficjalnych świąt na Bali jest w roku kalendarzowym ok. 200 i z reguły zainteresowany turysta nie ma problemu, żeby na nie trafić i przyłączyć się do ich obchodów.
- Wprawdzie nie było mi dane świętować pogrzebu, ale nieoczekiwanie zostałam uczestnikiem niezwykłej ceremonii palenia świętego ognia zwanej gomas - wspomina Funke.
Wielkie święto ognia
- Mieszkając w pobliżu Nusa Dua nie tylko rozkoszuję się kąpielami w lazurowej wodzie, snorklowaniem na pobliskiej rafie koralowej i azjatyckimi masażami, ale również wyprawiam się w głąb wyspy min. do kulturowej stolicy Bali - Ubud, do Klungkung – dawnej stolicy królów czy do „matki świątyń” jak nazywają na Bali świątynię Basakih u podnóża wciąż czynnego wulkanu Agung ( 3142 m.) - najświetszego miejsca dla Balijczyków – opowiada do dzisiaj z zachwytem Funke. -Podczas jednej z takich wypraw zostaję zaproszona do uczestnictwa w Wielkim Święcie Ognia, które ma być zwieńczeniem balijskiego Festiwalu Wymiany Kulturowej miedzy Indonezją, a Japonią. Jeszcze przed zmrokiem wchodzimy na duży plac położony tuż nad brzegiem oceanu.
Gomas to buddyjski obrzęd palenia świętego ognia. Ceremonię rozpoczynają dźwięki hora – instrumentu wykonanego z muszli trytona. Grający na hora mnisi są skupieni w Agon Shu – stowarzyszeniu łączącym buddyzm z najstarszymi japońskimi wierzeniami. w święcie uczestniczy ok. 200 japońskich mnichów ubranych w szaty skrojone w myśl tradycji liczącej ponad 1400 lat i kilkuset Balijczyków. Prowadzący obrzęd modli się o pokój i powodzenie wszystkich ludzi, dedykując bóstwom najstarsza muzykę zwaną gagaku. Mnisi grają na różnych instrumentach i tańczą wokół ułożonego na środku placu stosu z gałęzi cedrowych. Plac otoczony jest ozdobnymi flagami i wielką mandalą. Zapada zmierzch, mnisi „oczyszczają” przestrzeń wokół stosu siekąc siekierami i strzelając z łuku. Najwyższy kapłan przedstawia cel obrzędu i modli się wymieniając wszystkie religie swiata… Prowadzący ceremonię mnich mieczem „odcina” wszelkie ludzkie zmartwienia, następnie zapalają się „oczyszczone” pochodnie i w końcu mnisi podkładają ogień pod stosem.
Każda z obecnych na placu osób dostaje deseczkę, na której ma wypisać swoje życzenia i modlitwy.
- Ja również biorę do ręki taką deseczkę i zapisuję ją - opowiada pani Dorota. - Następnie wsuwam do etui zrobionego z suszonego liścia palmy.
Jeden niezapisany egzemplarz takiej deseczki z „opakowaniem” przywiozła sobie na pamiątkę, więc mogę podziwiać precyzję splotu.
- Po chwili mnisi odbierają od wszystkich deseczki – kontynuuje. – I wrzucają je do ognia modląc się o spełnienie każdego z zapisanych życzeń. Powoli stos się dopala. Przycicha muzyka i modlitwy, a kilku mnichów zaczyna rozrzucać żarzące się węgle… za chwilę przejdą po nich. Na końcu mogą to zrobić wszyscy chętni uczestnicy ceremonii.
- Na początku waham się, ale w końcu górę bierze nastrój uniesienia i atmosfera obrzędu. Dziś nie tylko nie żałuję spaceru po gorących węglach, ale uważam to doświadczenie, za jedno z głębszych w swoim życiu.
Poczucie więzi , jakie poczułam z uczestnikami ceremonii, świadomość że zostałam przyjęta, jak swoja chociaż prosto z ulicy, poczęstowana kolacją, bo ceremonia przedłużała się i było coraz później – wszystko to pozwoliło mi inaczej spojrzeć na Balijczyków i ich religijność.
Kwiatowo - korzenny zapach Bali
- Byłam w wielu krajach południowej Europy i północnej Afryki, byłam w Kenii, ale dopiero Bali miało dla mnie prawdziwie egzotyczny smak – mówi Dorota Funke.
- A propos smaku, to dopiero na Bali nauczyłam się jeść owoce morza, które tam są rewelacyjnie serwowane. Nie wiem w czym tkwi tajemnica balijskiego smaku ośmiornicy, krewetek i małż, ale tam w nich zasmakowałam. No i ten wszechobecny, delikatny zapach…Balijska przygoda trwała kilkanaście dni, a ja do dziś czuję kwiatowo-korzenny zapach wyspy – rozmarza się podróżniczka.
Jagoda Koprowska
Dorota Funke z mnichem Agon Shu
Sadzenie ryżu na południu Bali
W balijskim tańcu każdy gest i ruch oczu mają inne znaczenie
BALI
