„Na własny pogrzeb każdy zdąży”…
…Nie rozumiem do czego ludzie się tak spieszą? Na własny pogrzeb przecież każdy zdąży. Tu nie wskazany jest pośpiech. Obserwuję to już z pozycji emeryta, ale przecież kiedyś też byłem młody i chciałem w życiu wiele osiągnąć…
Pasażerowie słuchali wynurzeń staruszka z pobłażliwością. Z twarzy można było wyczytać co myślą:
…Co ty wiesz dziadku. Żyłeś w innych czasach, komuna dawała socjal, darmowe wczasy FWP, rozdawała etaty bo wtedy nie były to ”druki ścisłego zarachowania”, na Dzień Kobiet: goździk i rajstopy. Przedszkole dla dziecka. Wszystko za grosze. A dziś? Jak ludzie mają to wszystko osiągnąć bez „24-ro godzinnej tyry”?
Wszystko prawda. Pomyślałam, ale każda epoka ma swoje blaski i cienie. Wiedzą to, ci którzy przeżyli PRL. Na jednych frontach było łatwiej, na innych trudniej. Chcieliśmy życia bez granic - to je mamy. Wolna wola. Zupełnie jak biblijne wyjście z Raju. Człowiek chciał sam decydować o sobie. Jego pragnienia się ziściły. To teraz do roboty. Nie ma państwowe czyli niczyje, jest prywatne - święte. Nie czuwa już Wielki Brat. Każdy sam jest kowalem własnego losu.
- Jak mawiał słynny Pantarej: …”Wszystko płynie”. Zażartował staruszek, jakby usłyszał myśli współpodróżnych i zaśmiał się głośno.
- Poczucie humoru, to podstawa moi państwo – dodał - Zresztą nie tylko maksyma Panta Rei! czyli Wszystko płynie! jest tu na miejscu. Świetnie do sytuacji czyli tego wiecznego pośpiechu pasuje też Carpe diem! - Chwytaj dzień! Tak, tak, chwila, która właśnie upłynęła nigdy już się nie powtórzy. A ludziom się wydaje, że mają nie wiadomo ile życia przed sobą. Wobec tego inne sprawy mogą poczekać. Co ciekawe do tych spraw w poczekalni zaliczają najważniejsze: randki, miłość, założenie rodziny, codzienne życie domowe, wspólne wyjazdy ze znajomymi, potańcówki. Dziś liczy się kariera, dom w dobrej dzielnicy, samochód, który świadczy o pozycji. I jeszcze: czy aby sąsiad nie ma czegoś więcej. No jeśli ma - to dramat. Dlaczego ludzie nie potrafią oddzielić ziarna od plew?
Nikt z podróżnych się nie odzywał, ale z coraz większym zainteresowaniem słuchali.
- Przypomina mi się bajka, pamiętam ją z dzieciństwa, o Biedzie. Było raz dwóch sąsiadów, jeden nazywał się Kukiełka, a drugi Kukiełeczka. Pierwszy był bardzo bogaty, a drugi bardzo biedny. Mieszkała u niego na piecu Bieda i wszystko zjadała…. Pewnego dnia, kiedy w domu nie było już nawet kromki suchego chleba, Kukiełeczka rozgniewał się i postanowił wyprowadzić się od Biedy, z własnego domu. Zabrał żonę i dzieci i poszedł do lasu, ale Bieda to zauważyła.
- Dokąd idziecie?
- Dosyć mamy biedy, idziemy mieszkać do lasu.
Wtedy Bieda się roześmiała i zawołała:
- He, jeszcze przed wami tam będę.
I rzeczywiście, zanim dotarli na miejsce, Bieda już na nich czekała. Kukiełeczka nie patrząc na nic zaczął ciosać drewniane deseczki.
- Co robisz - zapytała Bieda.
- Widzisz tę spróchniałą jodłę? Tam w dziupli się schowam bo mi już życie z Tobą zbrzydło.
- Ha, zawołała Bieda. Ja tam będę pierwsza…. I wskoczyła do dziupli.
Kukiełeczka raz dwa zabił deseczkami otwór i pozbył się biedy i żyli w dostatku.
Zazdrosnym okiem patrzył na to Kukiełka. Koniecznie chciał się dowiedzieć, jak biedny sąsiad nagle wzbogacił. Kukiełeczka czasem, chodził do lasu, aby podbijać nowe deseczki, żeby Bieda nie uciekła. Przyuważył to Kukiełka. Myśląc, że w dziupli sąsiad trzyma skarby, nieopatrznie wypuścił Biedę, która już nigdy go nie opuściła.
- Tak to jest, moi państwo z zawiścią i zazdrością. Goniąc za niepotrzebnym tracimy życie, które upływa między palcami, a my tego nawet nie umiemy dostrzec. Może było by lepiej gdybyśmy chcieli słuchać opowieści starszych: rodziców, babć i dziadków i wyciągać wnioski ...
- Dojeżdżamy do Krzyża na mnie już czas. Do widzenia i proszę tak nie gonić w życiu. Jak już powiedziałem na początku naszej podróży – nie ma szans żeby ktoś spóźnił się na własny pogrzeb. Po co więc się spieszyć?
Mądrość indiańska
4 jaja, 2 łyżki mąki pszennej, szczypta proszku do pieczenia, 15 dag kremowego serka, ząbek czosnku, sól, pieprz, natka pietruszki, liście sałaty, 2 marchewki, 1 cukinia, zioła..
Białka ubić na piane wymieszać z żółtkami i mąką. Wylać na pergamin w prostokątnej formie. Piec w 200 stopniach, wyjąć oddzielić papier. Marchewka i cukinię ugotować na parze pokroić w słupki. Serek wymieszać z czosnkiem i przyprawami. Omlet posmarować serkiem ułożyć na nim sałatę i słupki marchewki i cukinii. Zwinąć i pokroić w dość szerokie plastry. Oprószyć ziołami Podawać na zimno.
Do zobaczenia w następnej podróży.
Joanna Osińska
Przepis na coś dobrego - Roladki „Od biedy” na 2 osoby
„…Od czasu do czasu powinniśmy przestać się śpieszyć i zaczekać aż nasze dusze nas dogonią…”
