Wakacje z adrenaliną

AUTOR: prestiz
Wakacje z adrenaliną

Spływy kajakowe rwącą rzeką w leśnej głuszy, skoki spadochronowe, wyprawy samochodami terenowymi i quadami, wspinaczka a nawet jazda poduszkowcem – to tylko niektóre atrakcje dla tych, dla których wypoczynek zaczyna się wtedy, kiedy rośnie poziom adrenaliny.

Słodkie lenistwo na leżaku, zorganizowane wycieczki czy wczasy all inclusive? Czemu nie… Takie sposoby spędzania urlopu wciąż mają wiernych wielbicieli. Ale na pewno nie jest to oferta dla tych, którzy chcą zafundować sobie wakacje życia z dużą dawką adrenaliny. A że aktywny wypoczynek w formie często ekstremalnej cieszy się coraz większą popularnością, to i oferta jest coraz bogatsza a pomysły na wakacje w wersji extreme coraz oryginalniejsze.

Walka z żywiołami

Wypoczynek nad wodą czy na wodzie to wciąż jedna z najpopularniejszych form spędzania wolnego czasu. Bo kiedy z nieba leje się żar, nie ma nic przyjemniejszego niż zanurzenie w chłodnym jeziorze czy skoki przez fale. Ale są tacy, którzy lubią, kiedy woda nie chłodzi, ale podgrzewa temperaturę. Oczywiście temperaturę emocji. Dlatego coraz więcej zwolenników mają nietypowe formy wypoczynku, polegające na zmaganiu się z niezwykłym żywiołem, jakim jest woda. Triumfy, już od kilku lat, święcą wiec różne formy spływów, do których używane są różne środki „lokomocji” – nie tylko kajaki, ale też pontony, tratwy czy łódki. I, co istotniejsze, im rzeka bardziej rwąca, tym lepsza. Jak mówi Karolina Majcherkiewicz z poznańskiej firmy M-Canoe, w takich spływach liczy się zapał i chęć przeżycia przygody.

– I trochę odwagi – dodaje z uśmiechem. – Szczególnie w przypadku hydrospeed`u, czyli zabawy na szybko płynącej wodzie, przeważnie torze kajakarstwa górskiego lub rwącej rzece. Pływak wyposażony jest tu w specjalną deskę i odpowiedni strój chroniący przed urazami, spływa z zawrotną prędkością w dół toru lub rzeki i cieszy się spienioną wodą. To po prostu niesamowita dawka adrenaliny, choć trwa na torze maksymalnie półtorej minuty!

Sporą dawkę adrenaliny zapewniają też loty poduszkowcami. I choć tu woda też jest ważna, to w przypadku poduszkowców nie pływa się po niej, ale lata 20 cm nad powierzchnią z prędkością do 70 km/h.

– To naprawdę wspaniała zabawa, z której może skorzystać każdy, bez żadnych ograniczeń fizycznych. Liczy się fantazja i odrobina szaleństwa – podkreśla Michał Zasęta z warszawskiej firmy Poduszkowce.pl.

Podniebny lot

Niezwykłym przeżyciem, choć z wykorzystaniem żywiołu powietrza, są też z pewnością coraz popularniejsze skoki ze spadochronem. w ofercie ma je m.in. warszawska Agencja Sportu i Rekreacji „Emu”, która specjalizuje się w łączeniu sportów ekstremalnych z organizacją wypoczynku. A taką ekstremalną przygodą jest bez wątpienia skok z 4000 metrów i 50 sekund wolnego spadania z prędkością 200 km/h. I choć skok odbywa się w tandemie z instruktorem, to wrażenia są niezapomniane.

Firmowo i aktywnie

Tych niezapomnianych przeżyć coraz częściej swoim pracownikom chcą dostarczyć firmy. Dlatego coraz dynamiczniej rozwija się rynek ofert nietypowego wypoczynku skierowany właśnie do nich, a nie do klientów indywidualnych. Oczywiście dzieje się tak nie bez powodu, bo według specjalistów tego typu niesztampowe wyjazdy firmowe nie tylko integrują zespół, ale też przekładają się na wydajność i kreatywność pracowników, którym firma dostarczyła odpowiednią dawkę adrenaliny. Potwierdzają to ci, którzy dostarczaniem owej adrenaliny się zajmują.

– Nasi klienci to przede wszystkim grupy zorganizowane. I jest ich coraz więcej, bo rocznie mamy nawet sto zleceń na organizację różnego rodzaju eventów w całym kraju, ale też za granicą – przyznaje Michał Zasęta. – A firmy chcą dać swoim pracownikom coś oryginalnego, co zostanie przez nich docenione, bo to potem przekłada się na lepszą pracę w zespole i przywiązanie do firmy.

Aktywność wciąga

O tym, że taka integracja jest skuteczna i opłacalna dla firm świadczy fakt, że wiele z nich systematycznie korzysta z nietypowych form wyjazdów integracyjnych.

– Mamy klientów, którzy wracali do nas już kilka razy – informuje Karolina Majcherkiewicz. – Takie imprezy to chwila wytchnienia i czas na regenerację sił, które potem przydają się w pracy. Nie bez znaczenia jest też to, że takie wspólne bycie w dość ekstremalnych warunkach buduje zespół i więzi miedzy ludźmi, pozwala też na wyłonienie naturalnych liderów i obserwację, jak poszczególne osoby radzą sobie w nietypowych okolicznościach. A takich nie brakuje też przecież w pracy.

Ale - jak mówią organizatorzy niezwykłych eventów - podczas spływów rwącą rzeką, lotów poduszkowcem, wspinaczki czy nurkowania o pracy się nie myśli. Liczy się dobra zabawa i nowe, oryginalne przeżycia. A możliwości, żeby ich sobie dostarczyć, nie brakuje.

– Choć zgodnie z porzekadłem, że szewc bez butów chodzi, mi często brakuje czasu na to wypoczynek – podsumowuje Michał Zasęta. – Staram się jak mogę, bo czasem nawet krótka przygoda i trochę szaleństwa na poduszkowcu pozwala odreagować napięcia i naładować akumulatory. A tego potrzebuje każdy z nas.

Jola Wolska

Prestiż magazyn koszaliński
7(19) Lipiec'10