Plastusie z indeksami
Zdolni mogą więcej. Widzieć, czuć, rozumieć. Ze zdolnych dzieci dumni są rodzice i nauczyciele. Choć czasem trudno taki talent zmierzyć, szczególnie jeśli dotyczy sztuk plastycznych. Koszaliński „plastyk” od kilku już lat przoduje w ogólnopolskich rankingach szczególnie utalentowanych młodych ludzi. Choć w tym roku chwali się dwiema dziewczynami. Jeszcze nie skończyły liceum, a już mają indeksy.
Ania Mazgaj i Emilia Kachnicz, choć chodzą do tej samej szkoły, lepiej poznały się dopiero rok temu. Obie malują, obie kochają kolory i nie lubią realizmu, prawie w tym samym czasie zostały docenione przez znakomitości polskiej kadry akademickiej. Ale poza tym się różnią.
Ania Mazgaj
Pierwszą rzeczą jaką pamięta, która wiąże ją z plastyką, było zarysowanie wszystkich ścian swojego pokoju długopisem. Poza tym jako dziecko specjalnie nie lubiła rysować. Kiedy okazało sę, że ma jednak zdolności plastyczne, rodzice zapisali ją do ogniska. Ale od kiedy pamięta, edukacja i szkoła kojarzyły jej się z czymś zwyczajnym, poukładanym i nudnym. Bez szczypty szaleństwa. Kiedy zdecydowała się na naukę zespole szkół plastycznych już od gimnazjum, okazało się, że dzięki temu pojawiła się w jej życiu sztuka współczesna, co uważa za korzyść dla siebie.
Szkoła wcale nie okazała się nudna, a Ania od samego początku była indywidualistką i robiła wszystko inaczej niż inni. Szukała swojego stylu, zdarzyło jej się kiedyś pracować 50 godzin non-stop. Najbardziej lubi to robić w nocy, kiedy jest bardziej wydajna, bo nikt jej nie przeszkadza.
Pierwszy raz była naprawdę zadowolona ze swojego obrazu stworzonego w szkole dopiero rok temu. Kiedy pracuje sama, bez narzuconego tematu, te prace na ogół bardziej jej się podobają. Kiedy zaczyna malować, nigdy nie wie jak będzie wyglądał skończony obraz. Często sama jest zaskoczona efektem. Malowanie wyklucza inne działania, potrafi się wtedy całkiem wyłączyć. Najchętniej używa farb akrylowych i olejnych, choć te drugie ją denerwują, bo strasznie długo schną.
Kiedy okazało się, że w wyniku ogólnopolskiego przeglądu rysunku, malarstwa i rzeźby klas średnich szkół plastycznych, Ania zajęła drugie miejsce w Polsce w swojej kategorii wiekowej i dostała możliwość wyboru uczelni, w szkole trochę się śmieją, że jest już teraz artystką, ale niektórzy uczniowie przychodzą do niej po radę. Ma jeszcze rok nauki w Koszalinie, ale jeszcze nie wie czy wybierze ASP w Warszawie czy Krakowie.
Emilia Kachnicz
Jest pierwszą osobą w rodzinie, która wykazuje uzdolnienia plastyczne. Jeszcze w podstawówce mama zapisała ją do kółka plastycznego, bo widziała, że córka interesuje się kolorowankami. Emila należała do tzw. cichych dzieci, co zresztą zostało jej do dziś. I dlatego często chowała się do jakiegoś kącika i malowała.
Aż do momentu wyboru liceum, nie była pewna czy sztuki plastyczne są jej pisane. Początkowo zdała do ogólniaka, bo wymyśliła sobie, że zostanie chirurgiem plastycznym. Jak widać jednak plastyka nie była jej obojętna. Po dwóch miesiącach przepisała się jednak do „plastyka” i po dwóch spędzonych tam latach, była już pewna, że dobrze zrobiła. Takim momentem przełomowym było wybranie jej osoby na ogólnopolski przegląd prac. Jak zawsze tylko trzech osób z całej szkoły. Poczuła się wtedy pewnie, kupiła sobie nowe farby, płótna i postanowiła zacząć malować na większym luzie, tak jak jej podpowiada intuicja. Tworzyła rzeczy bardzo kolorowe, bo największą inspiracją są dla niej barwy, ich niezwykłe zestawienia.
Kiedy w końcu pojechała razem z koleżanką na dwutygodniowy plener malarski, który zakończył się dla niej zdobyciem indeksu poznańskiej ASP, przez pierwsze dni była zestresowana tym, że po raz pierwszy musi malować szkice, poprzedzające malowanie na płótnie. Ale w końcu rozluźniła się i była naprawdę z siebie zadowolona.
Maluje kiedy ma zły nastrój, albo dostanie jakiś wyraźny impuls. Nie siedzi całej nocy, żeby skończyć obraz, tylko czeka na kolejny sygnał, który może się pojawić np. za dwa dni. Lubi natłok zdarzeń i konieczność robienia wszystkiego na ostatnią chwilę. Kiedy w czasie wakacji niewiele się działo, nie miała weny do tworzenia.
Będzie więc studiować malarstwo, choć wcześniej zastanawiała się co można po nim robić. Teraz już wie, że np. być konserwatorem zabytków albo zostać na uczelni.
Plastusie o sobie i Koszalinie
Emilia sądzi, że Ania ma ADHD, bo jest bardzo pobudliwa. Na początku nawet się jej trochę obawiała, bo kiedy staje przed swoja pracą, to się kiwa, chodzi i wygląda groźnie.
Nawet jeśli ocenia jej obraz nauczyciel. Oprócz tego bardzo dużo mówi i na pewno jest pracoholiczką, która nie potrafi usiedzieć spokojnie w miejscu. Ale w czasie kilkumiesięcznych przygotowań do przeglądu, stały się dla siebie dużą, wzajemną inspiracją. Myślała sobie, że chciałby malować tak jak Ania, tak swobodnie.
Ania uważa, że Emilia jest strasznie fajną, pozytywną i bezstresową osobą. Widzi to w jej obrazach, żywych, radosnych i kolorowych. Podoba jej się miękkość i płynność tych prac.
A jak oceniają swoje rodzinne miasto? Jak dla nich, trochę za mało się tu dzieje. Z jednej strony daje to szansę wymyślania i robienia nowych rzeczy, ale z drugiej fajne imprezy, jak „Młodzi i Film“ czy „Hanza Jazz Festiwal“ są blisko siebie, a przez cały rok jest pusto.
Koszalińska ulica, jeśli chodzi o wygląd ludzi, jest podobna do tych w innych miastach, choć zdarzają się osoby, które chcą się bardzo wyróżnić z tłumu i przesadzają.
Emilia przestała się ubierać tak, żeby od razu było widać, że to „plastyk” idzie. Sama lubi szperać w lumpeksach i przerabiać ciuchy na swoja modłę. Zresztą dotyczy to w ogóle ich szkoły, nie ma tam ani emo ani hipsterów (subkultura nastolatków, którzy lubią niedbale się wyróżniać zachowaniem i wyglądem – przyp. autora).
Ania z kolei szuka rzeczy niepowtarzalnych do ubierania się. Lubi rzeczy kolorowe, jakby złożone z różnych tkanin i barw. Jej znajomi mówią, że to do siebie nie pasuje. Ale ona i tak się ubiera i tak maluje. I przecież jest już studentką.
Od lewej: Emilia i Ania
