Urodził się szefem

AUTOR: Kuba Grabski

Nikt nie zaprzeczy, że każdej społeczności potrzebni są liderzy, którzy swoją wiedzą, energią i pasją, tworzą nowe jakości. Nikt nie zaprzeczy także, że jest ich zdecydowanie za mało. Co powoduje, że ci którzy się ujawnili, mają więcej pracy i mniej czasu wolnego. Chyba, że kończyli zarządzanie i marketing, a ich pasją są systemy informatyczne, które sprawiają, że wszystko działa jak w zegarku. Jednym z nich jest Robert Bodendorf, od niedawna prezes koszalińskiego oddziału Północnej Izby Gospodarczej, od dawna człowiek czynu.

Jeśli ktoś pomyślał, że to laurka dla socjalistycznego przodownika pracy, to znaczy, że ma co najmniej 40 lat. Osoby młodsze nie mają takich skojarzeń, bo efektywna praca to wzorzec ciągle jeszcze pożądany. I naprawdę są na tym świecie ludzie, którym się chce zmieniać rzeczywistość na lepsze.

Liderem być

Zanim Robert został właścicielem własnej firmy, dorastał w poczuciu, że jest świadomy swoich umiejętności kierowania ludźmi. Nie był w stanie wykazać się nimi w rodzinie, bo jest najmłodszym z rodzeństwa, o kilkanaście lat zresztą. Ale już podczas nauki w szkole podstawowej i średniej lubił jednać kolegów wokół siebie i swoich pomysłów. Był także liderem zespołu muzycznego. W myśleniu o sobie jako o menadżerze pomagało zajęcie mamy, która prowadziła domy wczasowe. Dla młodego Roberta było to zajęcie wymarzone.

– Nigdy nie byłem osobą konfliktową – wspomina Bodendorf. – Do tego zawsze byłem optymistą, wierzącym w możliwość realizacji każdego celu. Zauważyłem, że to się ludziom podoba.

O ile wybór technikum drogowego był w części przypadkowy, to już wybór zarządzania i marketingu na Politechnice Koszalińskiej był jak najbardziej świadomy. Praca podjęta przez Roberta, już od początku w dużej części polegała na obserwowaniu jak pracują inni menadżerowie, jak działają systemy zarządzania i na próbach ulepszenia tych działań. Od samego początku oczywistym było dla niego stawianie sobie konkretnych celów do zrealizowania i konsekwentne dążenie do nich.

– Jestem cały czas mniej więcej w połowie drogi – mówi Robert. – Na pewno ciągle jeszcze gonię króliczka. Moją pasją jest usprawnianie zarządzania przy wykorzystaniu systemów informatycznych. Nie oznacza to, że nie interesują mnie ludzie, motywowanie ich czy poznawanie ich możliwości, ale informatyka jest czymś co pozwala scalać wszystkie elementy funkcjonowania przedsiębiorstwa w sprawnie działający system.

Przede wszystkim informatyka

Większość firm uważa, że jest zinformatyzowana dlatego, że ma komputery, sieć i programy, których się używa. Natomiast zdaniem Bodendorfa programy nie tylko powinny ułatwiać pracę ich użytkownikom, ale także dawać taką informację menadżerom, żeby mogli oni podejmować właściwe decyzje.

– Teraz jest tak, że ludzie wprowadzają całe mnóstwo informacji do komputerów – przekonuje Robert. – Trwa to często wiele godzin, a zarządzający i tak decydują opierając się na intuicji, wiedzy i suficie. Sytuacja jest idealna wtedy, kiedy zebrane dane można skonfrontować z wiedzą i dzięki analizie zoptymalizować działanie firmy – mówi Bodendorf. – Chodzi o to żeby menadżer nie otrzymywał danych z księgowości, z magazynu i kadr na kartkach, tylko żeby był stworzony system, który wiąże poszczególne działu w firmie w jedną spójną całość. Zatem najpierw należy ustalić jakie dane są niezbędne do działania firmy, a dopiero później szukać systemów i programów, które takich danych dostarczą. Zamiast wykazywać się kompetencją w swoich wąskich dziedzinach, lepiej jest od samego początku myśleć o przedsiębiorstwie globalnie – kończy Robert.
Dopiero spełnienie tych warunków pozwala na mówienie o funkcjonalnym systemie informatycznym. Rzecz wydawałoby się oczywista, jednak tylko nasz bohater wie ile czasu poświęcił i odbył rozmów, żeby jego wizję podzielali też inni. Początkowo nie było łatwo, ale z czasem coraz więcej osób zaczęło myśleć podobnie.

Mimo iż w Polsce często jest jak w przysłowiu, że „szewc bez butów chodzi”, to jednak filozofia działania Bodendorfa najlepiej sprawdza się w praktyce w jego własnej firmie Mikroserwis. Z jednej strony pilnuje żeby system i możliwość analizy danych działały niezawodnie, z drugiej cały czas dba o ułatwianie pracy pracownikom.

Czas na pracę

Robert Bodendorf jest człowiekiem aktywnym. Oprócz bycia prezesem i szefem firmy, jest także widocznym członkiem Rady Gospodarczej przy Prezydencie Koszalina, Rotary Club i Grupy Made in Koszalin. Wiąże się to z wizją tego miasta, którego mieszkańcem jest świadomym i z wyboru.

– Moim celem jest nakłonienie mieszkańców, przedsiębiorców, instytucje okołobiznesowe, kulturę, sport i urzędników, abyśmy wspólnie promowali Koszalin nie tylko na zewnątrz, ale może głównie wewnątrz – przekonuje Bodendorf. – Jest bowiem odczuwalne takie przekonanie, że to co koszalińskie, niekoniecznie jest dobre. Nieważne czy jest to produkt czy usługa. Każdy z nas spotyka się z sytuacją, że firma koszalińska kupuje towary w innych miastach, a tuż obok jest producent, który oferuje dokładnie to samo. Oczywiście czasem jest to uzasadnione. Zależy mi na tym, żebyśmy wspólnie pracowali nad zmianą tego światopoglądu i zaczęli traktować to co koszalińskie, jako atrakcyjne. Mam na myśli nie tylko usługi i produkty, ale także koszalińskie drużyny sportowe i imprezy czy zespoły kulturalne. Korzyści to lepsza koniunktura dla naszych firm, a co za tym idzie utrzymywanie miejsc pracy, i fakt że wydawane pieniądze zostają na miejscu i służą rozwojowi miasta. A ten rozwój zatrzyma uciekających z Koszalina czy to za pracą czy atrakcyjnymi imprezami – dowodzi Robert.
Biorąc pod uwagę, jak wiele kontaktów utrzymuje i inicjuje jako szef, prezes i społecznik, można wierzyć, że ta wizja jest już dobrze znana w Koszalinie. Jeśli nawet nie realizuje się jeszcze masowo, to zapewne jest to kwestią czasu, żeby duża część mieszkańców zaczęło bardziej wierzyć w swoje miasto.

Czy jeśli tyle się robi, to czy czasem doba nie jest za krótka? Odpowiedź zawiera się w pasji Bodendorfa czyli funkcjonalnych systemach informatycznych. Dzięki nim pracownicy Mikroserwisu nie pracują dłużej niż 8 godzin, a sam szef może wolne chwile spędzać z rodziną, czyli 2-letnią Milenką, 7-letnim Robertem i żoną Magdaleną. Nad morzem, w lesie, w górach lub na ukochanej Zamojszczyźnie.

Bukiet na 10 urodziny Mikro Serwisu

Dwóch Robertów przy partii szachów

Prestiż magazyn koszaliński
11(32) Listopad'11