Choinka poza domem
Kiedyś na spacerze spotkał Michaela Douglasa i Catherine Zeta - Jones. Zdarzyło mu się też jeść kurę wyjętą z gorącego piasku. Koszaliński fotograf Wojtek Szwej, 17 lat spędził jako emigrant w Kanadzie i przez ten czas miał okazje poprzyglądać się świątecznym zwyczajom innych narodów. Na lądzie czy na statku, gdzie kilka lat pływał jako fotograf.
Polacy święta najchętniej spędzają w domu, nasz bohater miał okazję celebrować je w miastach, na plaży i na wielkiej wodzie.
Święta na oceanie
Wielki oceaniczny statek pasażerski jest jak świat bez granic, można na nim spotkać przedstawicieli różnych narodów. Szwej przez dwa lata pływał jako fotograf na takim statku, który jest małym miasteczkiem. „Mieszkało” na nim od 3 do 5 tysięcy ludzi, a załoga rekrutowała się z 50 krajów. Wśród nich od 20 do 30 Polaków, którzy pracowali tam głównie jako stewardzi, kelnerzy i muzycy. Ci ostatni zresztą cieszą się tam niezwykłą renomą i często dostają oklaski na stojąco.
– Za każdym razem tak się składało, że był wśród nas pomocnik kucharza – wspomina Wojtek. – Z jego pomocą organizowaliśmy sobie święta od strony kulinarnej. W kuchni zawsze można było znaleźć produkty do przygotowania typowych polskich potraw świątecznych, a dzięki muzykom słuchaliśmy także polskich kolęd. Oczywiście był to także czas pracy, więc ta grupa była zmienna. Ale było bardzo sympatycznie – uśmiecha się Szwej.
Święta na statku zabezpieczają także rytuały religijne. Na pokładzie są księża katolicki i prostestancki. Jest kaplica, w której odbywają się nabożeństwa.
Oprócz takich narodowych spotkań, jest oczywiście wielkie przyjęcie świąteczne wydawane przez kapitana dla całej załogi. Jest też oczywiście Mikołaj z prezentami i wygląda on dość śmiesznie w 25
– 30 stopniowym upale, bo takie temperatury panują w grudniu w Ameryce centralnej albo na Karaibach. Musi się biedaczyna nieźle napocić i dlatego zakłada swój kostium bezpośrednio na slipki.
Przyjęcie na ogół organizowane jest na dziobie statku i przez kilka godzin wygląda to jak wielka Wieża Babel, mówiąca wieloma językami.
– Mimo tego, że mówimy różnymi językami, wyznajemy różne religie, to jednak wszyscy pragniemy tego samego – zamyśla się Szwej. – Chcemy być zdrowi, potrzebni tej drugiej osobie obok i mieć trochę grosza w kieszeni. I jak najmniej problemów. Więc wszyscy jedziemy na tym samy wózku, tylko wyrażamy to w sposób odmienny – kończy Wojtek.
Południowoamerykańskie fiesty
Dla człowieka z północnej Polski, czas okołoświąteczny, dzięki pracy na wielkim statku pasażerskim, który opływał Ameryki, był dość niezwykły. Po pierwsze z powodu zupełnie nie polskich temperatur, a po drugie z powodu odwiedzanych miejsc, funkcjonujących w tym czasie bardzo barwnie. Jedne ze świąt Wojtek spędził w Brazylii, Argentynie i Urugwaju. Kiedy odwiedza się takie miasta jak Rio de Janeiro, Montevideo czy Buenos Aires, gołym okiem widać co oznacza prawdziwy temperament południowców i skłonność do szalonej zabawy.
– Trudno opisać co tam się dzieje – ożywia się Szwej. – Grudzień to czas przygotowań do największej fiesty świata, jaką jest karnawał. Ten największy jest oczywiście w Brazylii. Ludzie żyją właściwie cały rok, żeby wziąć udział w tej szalonej zabawie. W Rio na każdym kroku samba, piłka nożna i wspaniała kawa. No i najpiękniejsze po Polkach kobiety na świecie – śmieje się Wojtek.
Z kolei nie tak odległa Argentyna, jest kulturowo całkiem odmienna. W odróżnieniu od swobodnych Brazylijczyków, w Buenos Aires ludzie na ulicy są bardzo zadbani i starannie ubrani. Ich narodowym tańcem jest oczywiście tango, którego uczy się w niezliczonych szkołach, m.in. w słynnej portowej dzielnicy La Boca. Na ulicach widać mnóstwo ludzi, którzy robią sobie przerwy, żeby zatańczyć. Do tego piją wino i jedzą prawdopodobnie najlepszą na świecie wołowinę.
I na koniec jeszcze wspomnienie z okolic Wysp Karaibskich czyli Bahamy, Puerto Rico, Antyli Holenderskich, gdzie Szwej robił dużo zdjęć na zlecenie. Najbardziej niezwykłe święta spędził na Wyspach Bahama na plaży. Nie tylko z powodu miejsca, ale może bardziej z powodu menu. Zdarzyło mu się tam bowiem jeść kurę, którą tubylcy przygotowują w piasku (Niezwykła jest także jego barwa – jest całkiem biały, gdyby nie temperatura, można by pomyśleć, że to śnieg). I ta temperatura powoduje, że bardzo mocno się nagrzewa. Kurę najpierw oblepia się gliną, a potem chowa ją do gorącego piasku, gdzie przez ok. 10 godzin nabiera walorów smakowych, oczywiście bez ognia. Jak twierdzi Wojtek, danie to wyborne.
Wysp Bahama jest ponad 700, z czego zamieszkałych jest zaledwie 200. Także przez bardzo słynne osoby.
– Bardzo mnie to zdziwiło, że tam nikt nie zwraca na nich uwagi – mówi Szwej. – Kiedyś pewien tubylec obwoził mnie po wyspie, pokazując posiadłości Seana Connery, Magica Johnsona czy Diany Ross. Na Bermudach przeszedłem kiedyś obok Michaela Doulgasa i Catheriny Zety – Jones i byłem świadkiem, że ich obecność nie sprawiała na ludziach żadnego wrażenia.
Święta w parkach
Montreal w którym mieszkał, jest miastem specyficznym jeśli chodzi o Polonię. Najliczniejsza jest oczywiście w USA, a tam w Chicago, gdzie są polskie dzielnice, ze słynnym ponad milionowym Jackowem. W Montrealu nie ma takiej dzielnicy.
– Ja na początku mieszkałem w dzielnicy włosko – greckiej, z uwagi m.in. na znajomość języka – wspomina Szwej. – Czułem się tam bardzo dobrze, być może z uwagi na podobieństwo temperamentu. Święta tam były zawsze bardzo ważne, z powodów religijnych. W Ameryce i Kanadzie „christmast time” to bardziej zjawisko biznesowe.
Kanada to podobnie jak Nowy Jork, wielki kulturowy tygiel. W metrze w Montrealu czy Toronto można usłyszeć ok. 30 języków. Ale w tym wielkim pomieszaniu, wszystkie grupy etniczne trzymają się razem i kultywują swoje tradycje. Bardzo widoczne są wpływy azjatyckie. Wielką dzielnicą w Montrealu jest Chinatown.
– Ale widać, że święta dla wszystkich są czasem pojednania – mówi Wojtek. – Widać także, że ludzie tam żyją bardziej na zewnątrz niż w Polsce, gdzie święta są czasem rodzinnym, które spędza się w domu. W Kanadzie organizuje się w tym czasie bardzo dużo imprez, na których jest spora frekwencja. Bo mimo że zima jest tam dość surowa, to z drugiej strony jest tam ok. 200 słonecznych dni w roku, co sprzyja bywaniu na świeżym powietrzu. Odbywają się różne konkursy, budowania rzeźb lodowych albo zamków ze śniegu. Przybiera to formę zimowej fiesty. Wszystko to oczywiście jest połączone z Bożym Narodzeniem i Sylwestrem – kończy Szwej.
Zatem ludzie spotykają się w parkach, ale także w restauracjach, gdzie dostępne jest jedzenie z całego nieomal świata. W tym czasie próbuje się różnych potraw. Jada się oczywiście ryby, ale nie karpia, tylko raczej pstrąga czy łososia. Bardzo popularne jest także sushi i wszelkie owoce morza. Jeśli chodzi o mięsa, to je się z różnego rodzaju warzywami. Grecy słyną ze swojego zamiłowania do baraniny. Na podwórkach stawiają ruszty z baranem i kręcą nim całymi dniami, co jest doskonałym pretekstem do spotkań, nie tylko rodzinnych. Pije się do tego dużo wina, które jest narodowym trunkiem Greków, ale także Włochów czy Francuzów.
Wesołych Świąt!
Port Of Nassau Bahamas
La Boca Buenos Aires - Argentyna
Rio De Janerio - Brazylia
Rio De Janerio - Brazylia
Bermuda
