Śpiewający mechatronik

AUTOR: Kuba Grabski

Młodość to świetny czas na robienie rzeczy niezwykłych. Spektakularnym przykładem jest 23 - letni Paul McCartney, który skomponował „Yesterday”. Kacper jest młodszy o 3 lata i ma na koncie zwycięstwo w telewizyjnym programie „Mam talent”. Nie wiemy co zrobi za trzy lata, ale wiemy że w ciągu kilkunastu poprzednich, cały czas śpiewał. Nie tylko przed lustrem, także na niezliczonej ilości konkursów, skąd przywiózł kilkadziesiąt kilogramów różnych nagród. Głównie pierwszych.

O zwycięstwie Kacpra najpierw rozszumiał się facebook. Koszalinianie zaczęli wymieniać się postami, że mamy wreszcie „naszego zwyciężcę”. Tak naprawdę naszego tylko z powodu faktu studiowania na politechnice. Bo pochodzi z Dźwirzyna. W poniedziałek, dzień po programie zatelefonowałem na uczelnię żeby zdobyć telefon Utalentowanego. I od razu dowiedziałem się, że on na pewno nie odbierze telefonu, a w ogóle to już rzucił studia, bo każdy mając trzysta tysięcy złotych by to zrobił. Faktycznie, minęło kilka godzin zanim usłyszałem w słuchawce jego głos.

Zdecydowanie nie tak mocny jak w czasie popisów w TVN. Szybko zorientowałem się, że chłopak jest wymęczony. I wrażeniami i dzwoniącym co chwila telefonem. Kiedy zapytałem Kacpra gdzie się możemy spotkać, poprosił żeby nie było to miejsce publiczne. Ach ta medialna sława!

Ma talent

Zapewne osoba nie mająca za sobą tylu konkursów co Kacper, mogłaby sobie nie dać psychicznie rady z presją programu „Mam talent”. Przyszły zwycięzca programu radził sobie całkiem nieźle ze stresem, a do tego wcale nie myślał że się wyróżnia z tłumu innych utalentowanych. Pierwszy raz taka refleksja pojawiła się, kiedy dostał się do wybranej czterdziestki.

– Pomyślałem sobie: super, że się tu znalazłem, to znaczy że jednak jestem coś warty – uśmiecha się Kacper. – I zaraz przyszła myśl, że przecież zaraz będę występował na żywo! Jak sobie z tym poradzę! Do tego miałem te występy tydzień po tygodniu, bo śpiewałem jako ostatni i nie miałem specjalnie czasu na szukanie specjalnych piosenek. W końcu zdecydowałem się na utwór Depeche Mode „Enjoy the silence”. Przypomnę, że wcześniej śpiewałem piosenki REM i Stinga. Wszystkie wybrałem sam i zależało mi na tym, żeby moje wersje były inne od oryginałów. Chyba mi się udało – śmieje się Sikora.

Jak się jest po drugiej stronie kamery, to znane twarze wydają się całkiem normalne. Co prawda bliską styczność miał tylko z Robertem Kozyrą, który zadowolony podkreślał, że pochodzi z tych samych stron co Kacper (dokładnie z Koszalina), panie były mniej dostępne. Za to bardzo miło wspomina duet konferansjerów.

– I Prokop i Hołownia to naprawdę równi goście i do tego naprawdę zabawni – uśmiecha się Kacper. – Ich obecność przed występem rozluźniała. Choć kiedy miałem zaśpiewać finałową piosenkę, chyba nic nie byłoby mnie w stanie uspokoić, serce waliło mi jak szalone – dodaje Sikora.

Kiedy okazało się, że dzięki telewidzom został zwycięzcą programu, stojąc na scenie przed widownią, jurorami i kamerami, poczuł absolutną pustkę i wiejący wiatr. Przez dobrych kilka minut nic do niego nie docierało, czek na 300 tysięcy złotych trzymał w rękach zupełnie mechanicznie. Dzisiaj nic nie pamięta z tego co się wydarzyło. Podobnie jak nie pamięta słów jurorów. Wie że go chwalili, ale bez szczegółów.

– Oczywiście cieszę się, że wygrałem – mówi Kacper. – Ale w programie podobało mi się kilka osób i równie dobrze to one mogły wygrać. Muszę powiedzieć, że atmosfera w programie była bardzo fajna, nie było niezdrowej rywalizacji.

Zwycięzca jeszcze nie wie co zrobi z wygraną sumą, wie na pewno, że chce śpiewać. Sądzi, że jego pierwsza płyta to będą covery, ale już druga będzie zawierać jego własne utwory, lub napisane specjalnie dla niego. Na pewno będzie to muzyka gitarowa, i na pewno woli być mniej znany, niż śpiewać utwory, których pragnie masa.

Wojsko wykuwa talenty

Kacper z pewnością nie wygrałby programu, gdyby nie pewna wizyta jego mamy w kołobrzeskim Klubie Garnizonowym. Jej celem było zapisanie jego siostry do grupy tancznej, ale pomyliła piętra i trafiła do Studium Wokalnego. Jego szef klubu, Marian Oszmaniec powiedział jej, że tu się nie tańczy tylko śpiewa, na co mama zgłosiła 13-letniego wówczas Kacpra. Na początku niespecjalnie go tam chciano, bo z doświadczenia było wiadomo, że z chłopakami są same problemy. Ale okazało się że dobrze słyszy, ma poczucie rytmu i lubi śpiewać, więc został. Spędził tam prawie siedem lat i bardzo się z związał z tym miejscem.

– Uważam, że umiem tak dużo właśnie dzięki kadrze z kołobrzeskiego klubu – mówi Kacper. – pracują tam prawdziwi fachowcy. Jestem bardzo wdzięczny panu Marianowi i pani Joli Wójcik. To duet, który zna się na rzeczy i potrafi się zaopiekować młodymi talentami.

Szybko się okazało że ma talent, nie tylko do czystego śpiewania, ale także do interesującego frazowania czy układania trzeciego lub czwartego głosu. – Dzięki panu Marianowi i pani Joli nauczyłem się śpiewania piosenek po polsku – opowiada Kacper. – Być może nie wszyscy wiedzą, że jest to bardzo trudne. Śpiewanie po angielsku to przy tym bułka z masłem. Polski tekst wymaga wyraźnych końcówek, właściwego akcentu, to wymaga dużego zaangażowania. Dlatego przez pierwsze trzy lata jeździłem do klubu codziennie (z wyjątkiem weekendu), co najmniej na półtorej godziny.

Trenowałem, jak sportowiec na ważne zawody – uśmiecha się Sikora.    - Trudno mi mówić jak to wszystko zmieniło mój muzyczny gust. – Ja właściwie lubię wszystko, choć kiedyś zdarzało mi się skakać ze skrajności w skrajność, czyli np. od metalu do Grechuty, to teraz lubię po prostu piosenki z porządnym brzmieniem i tekstem,  Bajora czy właśnie Marka Grechuty. Nauczyłem się doceniać te piosenki przy okazji różnych koncertów czy konkursów.

Muzyka i komputery

Od wielu już lat muzyka w naturalny sposób związana jest z informatyką, głównie przez technikę nagraniową i instrumenty nafaszerowane elektroniką. Ten związek w odniesieniu do naszego bohatera, jest nieco inny. Przynajmniej na razie. Kacper skończył technikum informatyczne, a od października jest studentem nowego kierunku na Politechnice Koszalińskiej, jakim jest połączenie mechatroniki i wzornictwa przemysłowego (Pisaliśmy o tym w majowym „Prestiżu” z tego roku).

– Bardzo się ucieszyłem, że mogłem zdawać i dostać się na ten kierunek – przekonuje Sikora. – właściwie to z uwagi na moją maturę, był jedynym, który mnie zainteresował.

Razem z Kacprem na pierwszym roku nowego kierunku jest 30 osób i jak się zorientował, każda z nich jest na swój sposób pokręcona i oryginalna. Trochę jego zdaniem za dużo mają do czynienia z mechatroniką i matematyką, ale ma nadzieję, że na kolejnych latach więcej będzie grafiki i animacji, bo te dziedziny interesują go znacznie bardziej. Jest ciężko, szczególnie że on oprócz nauki ma jeszcze swoją pasję. I nie chciałby musieć między nimi wybierać. Już wybór studiów w Koszalinie spowodował, że od kilku miesięcy nie ma czasu na ćwiczenie w kołobrzeskim klubie.

– Chciałbym móc się utrzymywać ze śpiewania, a z drugiej strony wiem, że dobrze mieć w dzisiejszych czasach konkretny i do tego poszukiwany zawód – zastanawia się Kacper. – Mam dylemat, ale staram się tak układać sobie czas, żeby móc się i uczyć i śpiewać. Robię to dla przyjemności, więc codziennie odpalam sprzęt i śpiewam.

Sceniczne zmagania

Sikora od samego początku swojej przygody bycia wokalistą, startuje we wszystkich możliwych konkursach. Ocenia, że było ich dotąd kilkaset. Dodaje, że nie jest jedynym zdolnym wychowankiem kołobrzeskiego klubu, co widać kiedy się wejdzie do jego siedziby, pełnej nagród i dyplomów, przywiezionych dosłownie z całej Polski.

– Przez ten cały czas prezentowałem covery, polskie albo zagraniczne – opowiada Kacper. – Teraz już wiem, że chciałbym tworzyć własne utwory. Mam za sobą już pierwsze próby i wiem, że dam sobie z tym radę. Myślę także o własnych tekstach – zamyśla się Sikora.

W końcu Kacper zdecydował się na pokazanie swoich umiejętności w telewizyjnych talent show. Miał co prawda świadomość, że niewielu uczestników tych programów zaistniało na dłużej w świadomości widzów, że przyczyniają się głównie do popularności jurorów, to jednak masowość tego medium daje stosunkowo największe szanse na to, że będzie się zapamiętanym. Pierwsza próba w X – Factor, nie udała się. Kacper nie dotarł do miejsca, gdzie decydowały głosy telewidzów. Zdaniem jurorów byli lepsi od niego.

– Pewnie była grupa wykonawców, którzy stanęli do castingów „Mam talent” bo interesowało ich zwycięstwo – mówi Sikora. – Można wierzyć lub nie, ja byłem zainteresowany tylko pokazaniem się przed dużą grupą odbiorców. Liczyłem, że nawet jeśli nie dojdę do półfinału, to ktoś mnie zauważy i zaproponuje współpracę. Warto powiedzieć, że udział w tym programie, to była straszna męka. Przynajmniej na początku na castingach, gdzie zjawiają się tysiące osób, trzeba czekać, przepychać się między tymi, którzy nic nie umieją, ale też chcą spróbować. Do tego dochodzi cała oprawa, której nie widać na ekranie, czyli ekipa techniczna, kamery i światła. Bardzo to było przytłaczające, przyzwyczaiłem się do tego dopiero po półfinale – kończy zwycięzca.

Trzymamy kciuki za Kacpra, choć wiemy że sam talent nie wystarczy, żeby zrealizować marzenia, potrzeba pracowitości i szczęścia. Tego pierwszego podobno mu nie brak, a wygraną w TVN, można chyba zaliczyć do zdarzeń szczęśliwych.

Wojtek Grela
Wojtek Grela
Wojtek Grela

O tym piszemy

Prestiż magazyn koszaliński
12(33) Grudzień'11