Sławni noszą ją na rękach

AUTOR: Kuba Grabski
Orska to coraz bardziej rozpoznawalna marka niebanalnej biżuterii, tworzonej przez pochodzącą z Koszalina artystkę. Anna Orska tworzy z metalu, papieru, skóry i lin okrętowych. Jej limitowane i bardzo oryginalne prace adresowane są do osób poszukujących i odważnych. Wśród jej użytkowników są m.in. Sharon Stone i Meryl Streep.

Orską noszą także panowie i coraz więcej osób, dla których ożywianie staroci nowoczesnością, staje się wyrazem korzystania ze świata, w którym wszystko może być tworzywem.

– To fantastyczne, że uprawiam zawód, który daje mi tak wielką swobodę i szansę na różnorodność doznań – uśmiecha się pani Ania. – Równocześnie mam taki charakter, że nie wyobrażam sobie oddania mojego projektu do produkcji i nie uczestniczenie w niej.

Jak sama przyznaje jej pomysły są bardzo niestandardowe. Wspomina, że robiąc kolekcję z porcelany współpracy odmówiły jej wszystkie polskie fabryki. Pojechała za granicę i do celu docierała nie przez prezesów, ale technologów, którzy jeżeli zapalą się do pomysłu są w stanie zrobić niemal wszystko.

– Teraz staram się wszystko robić w Polsce i do tego celu używam materiałów ekologicznych, np. papieru. W pewnym momencie okazało się, że to co stosuje w swojej pracy to upcycling, czyli stosowanie rzeczy niskiej jakości do tworzenia rzeczy wartościowych. Mam takie marzenie, żeby stworzyć wokół siebie takie idealny świat i nawet jeśli okaże się to niemożliwe, to wiem że takie staranie się jest bardzo dla mnie ważne – opowiada artystka.

Orska bardzo nie lubi płytkiej jej zdaniem mody, zgodnie z którą rzeczy stają się wtedy wartościowe, kiedy używają ich celebryci. Sama jest zadowolona, z tego że jej biżuterię noszą osoby, które robią to dlatego, że im się podoba. Oczywiście również znane osoby. Ale nie biorą za to pieniędzy i nikt im tego nie proponuje. Spora część z nich nie chce, by o nich mówiono. Na pewno nie należy do nich Grażyna Kulczyk, właścicielka Starego Browaru w Poznaniu, w którym od ponad roku można znaleźć butik projektantki. Orską noszą również Katarzyna Figura, Natasza Urbańska, Anna Maria Jopek. Najsławniejszymi użytkowniczkami ozdób pani Anny są niewątpliwie Sharon Stone, która będąc w Polsce kupiła kolię z bursztynami i Meryl Streep, dla której Orska zaprojektowała statuetkę w kształcie bransoletki.

Na trudności Orska

Rozwiązywanie problemów to umiejętność, która w polskich realiach potrzebna jest właściwie nieustannie. Kiedy pojawia się trudność, Orska najpierw szuka sposobów na jej obejście, dzwoni, szuka, a w ostateczności wsiada w samochód i jedzie do celu.

– Szkoły artystyczne, takie jak moje ognisko i Liceum Plastyczne, dają ludziom szansę na otwarcie się na różne aktywności – opowiada Orska. – Ja w dużej mierze dzięki dwóm swoim wspaniałym nauczycielkom, paniom Karpińskiej i Żebrowskiej, stałam się taką osobą, której się udaje. Głównie dzięki akceptacji mnie jako osoby, która jak sobie coś wymyśli, to robi to po swojemu – przekonuje pani Ania.

Po skończeniu liceum w Koszalinie zdecydowała się na studia na ASP w Poznaniu, i tam też przeniosła się na stale i rozpoczęła swoje dorosłe życie.

– Uważam, że jedną z najważniejszych rzeczy jaką powinni robić nauczyciele – zapala się Orska – jest nie tylko rozwijanie wyobraźni i umiejętności swoich uczniów, ale także pokazanie im, że ta wiedza może im dać chleb, że będą mogli dzięki niej żyć. Najprościej mówiąc, chodzi o to żeby nie produkować ludzi niezaradnych życiowo czy bezrobotnych – kończy Anna.

Ona sama im głębiej szła w las, tym bardziej czuła się pełna wątpliwości. Mając naturę osoby zachłystującej się nowościami, chciała wszystkie zgłębiać do końca. Bała się wręcz, że chcąc robić wszystko, nie zrobi nic. Poświęciła takiemu działaniu sporo czasu, ale to wszystko świetnie zaowocowało przy projektowaniu biżuterii.

Szlifowanie kamieni

Po studiach parała się przeróżnych zajęć, mniej lub bardziej artystycznych, pracowała jako stylistka dla magazynów, nawet próbowała swoich sił jako architekt wnętrz. Poważne obowiązki przyjęła na siebie, kiedy na przełomie stuleci rozpoczęła pracę marketingowca dla firmy jubilerskiej W. Kruk.

– Był to właściwy moment, żeby zająć się tworzeniem marketingu od podstaw – wspomina Orska. – Przez prawie trzy lata oddawałam się temu zajęciu w pełni. Wszystko zmieniło się, kiedy pojawiłam się po raz pierwszy w fabryce firmy. Poczułam tam dobrą atmosferę, prawdziwą więź i to, że ludzie pracują dla jakiejś idei. Trafiłam ze świata prawdziwego marketingu, gdzie trzeba coś sprzedać, do świata prawdziwie rzemieślniczego. I na własne życzenie cofnęłam się ze stanowiska dyrektorskiego, do pracy w fabryce. Uważam, że była to jedna z lepszych decyzji w moim życiu – uśmiecha się Anna.

Kiedy zaczęła projektować biżuterię, szybko doszła do porozumienia z wzorcarzami i w pewnym momencie żaden z jej projektów nie trafiał do szuflady. Zrozumienie było już na poziomie szkicu. Po jakimś czasie Orska poczuła, że jest gotowa zacząć pracować na własną markę i pracuje nadal dla firmy W. Kruk, ale już jako zewnętrzna projektantka.

Budowa zespołu

Decyzja, żeby otworzyć własną firmę wiązała się z tym, że Orska miała przekonanie, że jest w stanie zaprojektować biżuterię, jakiej nie ma na rynku. Oprócz tego miała okazję być na wszystkich ważniejszych targach jubilerskich,co oznacza, że wie co się na świecie robi.

I stało się to dla niej potwornie nudne.

Ostatnie lata zawodowe, przed decyzją o rozpoczęciu działalności na własny rachunek, był dla Orskiej czasem pracy dla różnych firm. Oprócz Kruka była to m.in. także znana marka Swarovsky. Cały czas jednak marzyła o takim zespole, jaki zobaczyła w poznańskiej fabryce. Czyli osób, które nie pracują wyłącznie dla pieniędzy, a także dlatego, że są razem w stanie zrobić coś absolutnie unikalnego. Z tego też powodu pracujących z nią ludzi nigdy nie traktuje jako pracowników, tylko jako część zespołu.

– To wbrew pozorom nie jest takie trudne, trzeba tylko trafić na pozytywnych wariatów. Ja ze swoimi pracuje już ponad dwa lata – śmieje się Anna. – Uczestniczymy w wielu akcjach charytatywnych, gdzie nasze produkty są sprzedawane po to, żeby komuś pomóc. Ja jeszcze nie wiem jaki jest mój cel w życiu, ale wiem że na pewno chciałabym tworzyć dla idei, która mnie przekonuje – deklaruje Orska.

Upcycling Orskiej

Kolejnym krokiem była obrona doktoratu, oczywiście dotyczącego biżuterii, a dokładniej różnych aspektów występowania przeróżnych węzłów, począwszy od biologii, a skończywszy na tych, które mogą mieć zastosowanie w ozdobach. W tym czasie zaczęła eksperymentowanie z różnymi materiałami, co po latach pracy jako wzornik przemysłowy, wydało jej się rzeczą niezwykle przyjemną. Oczywiście nie wszystkie rzeczy dawały się ze sobą łączyć, ale wyszukiwanie starych przedmiotów i oprawianie ich w nowoczesną formę, stało się dla Orskiej niezwykle inspirujące.

– Mam sentyment do starych rzeczy, do miejsc, do dźwięków – opowiada Anna. – I te przedmioty, które zdaniem innych są już nie modne i do niczego się nie nadają, ja przygarniam z miłą chęcią i wykorzystuje w projektowaniu. Teraz to już wszyscy mi donoszą różne śmieci – śmieje się Orska.

Najbardziej niezwykła rzecz, która powstała na skutek tego łączenia materiałów, powstała rok temu. Na trasie z Unieścia do Mielna, gdzie bardzo chętnie spaceruje, znalazła różową rybacką sieć. Powstał z tego naszyjnik. W butiku Orskiej w Starym Browarze w Poznaniu wisiał dwa dni. Z czego wysnuła wniosek, że kupiła go jakaś pozytywna wariatka, bo nie jest to rzecz do noszenia na co dzień. Innym przykładem mogą być kolczyki kokonowe i seria broszek, które powstały z bawełnianej surówki, z której tka się jedwab. Do dzisiaj ma linę, którą przywiozła ze swojej pierwszej podróży żeglarskiej, której część również posłużyła do stworzenia biżuterii. Takie dość ekscentryczne pomysły na ozdoby chodziły jej po głowie już dawno, szczególnym był moment, kiedy odważyła się je robić i żyć dzięki ich sprzedawaniu. Stało się to jakieś dwa lata temu.

Coś dla odważnych

Noszenie biżuterii ze znakiem Orska wymaga przestawienia się na inny rodzaj stylizacji, ubrań, fryzury, a to nie jest łatwe. Zdaniem projektantki brylanty postarzają kobietę. Jeśli ta sama pani założy coś zabawnego czy niestandardowego, na pewno ubywa jej kilka lat.

Warto też zwrócić uwagę na propozycje dla panów. Wydają się bardzo odważne, i ze strony projektu i samych użytkowników.

– Uważam, że panowie są bardziej świadomi od pań jeśli chodzi o to czego potrzebują – mówi Orska. – Są szybsi, konkretni, wiedzą dokładnie czego chcą. Dzięki nim uczę się i wiem coraz lepiej jak dla nich projektować.

Z ostatnich obserwacji wynika, że zakupy w butikach Orskiej robi tyle samo mężczyzn i kobiet. Bardzo cieszy ją wzrostowa tendencja, że jeśli ktoś nawet chce być ubrany bardzo elegancko, to pragnie też jakiegoś ekscentrycznego czy niebanalnego dodatku. Który coś znaczy, nie wiadomo co, ale chciałoby się wiedzieć. To chyba kwintesencja pracy artystki.

Anna Orska

Projektantka biżuterii niestandardowej, w formie i materiałach, umiejętnie łączy nowe trendy i design ze starymi materiałami. Doświadczenie: Liceum Plastyczne w Koszalinie,
Wydział Architektury i Wzornictwa Przemysłowego na ASP Poznań, stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, doktorat na Wydziale Biżuterii ASP Łódź, wykładowca wyższych uczelni artystycznych. Projekty biżuterii dla firm: W.KRUK, Swarovski, Deni Cler. Mama Poli (8l.) i Olafa (5l.) i spełniona żona Przema, który pozwalam realizować jej szalone pomysły. Najbardziej marzy o dwóch wolnych miesiącach w roku na ładowanie akumulatorów.

O tym piszemy

Prestiż magazyn koszaliński
1(34) Styczeń'12