Pogodynka artystyczna, czyli rola do zagrania

Ola Dzięcielska

Autor

prestiz

W Koszalinie pamiętają o niej widzowie Bałtyckiego Teatru Dramatycznego i Pałacu Młodzieży. Swego czasu współtworzyła Bractwo Artystyczne Strych. Co prawda nie ma już swoich długich, gęstych blond włosów, ale za to można ją regularnie oglądać w telewizji. Ola Dzięcielska – gitarzystka, dyplomowana organistka, pedagog wczesnoszkolny, aktorka, wokalistka, żona i mama dwójki dzieci.

Czas w telewizji jest niezwykle cenny. Głównie z powodu kosztu reklam. Dlatego pogodynka w programie drugim TVP – przygotowując krótką prognozę pogody – musi dobrze przemyśleć, co powie widzom. Jak wiemy, ma na to niezbyt dużo czasu, a o pogodzie można przecież mówić w nieskończoność. Stąd wniosek, że dobrze mieć taką znajomą panią lub pana od pogody, bo oni zawsze wiedzą o niej więcej niż mówią. Koszalińska pogodynka Ola Kostka, a właściwie Dzięcielska (dlaczego – o tym później), ma z tym trochę problem, ale kiedy dzwonią do niej widzowie z uwagami, że wcale nie padało, cierpliwie tłumaczy wszystkie okoliczności i oczywiście mówi to, czego nie zdążyła na wizji.

Dzieciństwo ze słuchowiskami

Jeszcze kilka lat temu Ola wiedziała o pogodzie tyle, co każdy z nas. Od kiedy pamięta, zawsze miała w sobie inklinacje artystyczne. Jako dziecko pokolenia stanu wojennego więcej czasu spędzała w domu i tam z wielkim zaangażowaniem najpierw słuchała, a potem odtwarzała własnym organizmem swoje dwa ulubione słuchowiska radiowe dla dzieci.

Potem, jak to u młodej osoby, coś się pozmieniało i życie artystyczne już nie było celem. Młoda Aleksandra zapragnęła bowiem być dentystką. Pomyślała sobie, że zawód medyczny to jest to, bo pomaga się ludziom i jeszcze można zarobić na życie. Ale po drodze jakoś z rozpędu, po 12 latach, zdała maturę w szkole muzycznej i to był jej pierwszy zawód – muzyk instrumentalista w zakresie gitary klasycznej. Skończyła też studium organistowskie, które dało jej drugi zawód – organisty. Zapewne wiele osób nie ma świadomości, na czym polega praca organisty w kościele. Otóż używa się w niej wszystkich swoich atutów – gra się rękoma, nogami, śpiewa się, nosem przewraca kartki z nutami i co jakiś czas zmienia obrazek na rzutniku, kiedy zmieniają się zwrotki śpiewanych pieśni. Łatwo zauważyć, że to niezły sposób na sprawdzenie swojej wszechstronności. W późniejszych latach duża już Aleksandra będzie ją wykorzystywać w różnych sytuacjach.

Dentystka-artystka

Koszalińska młodość naszej bohaterki, oprócz szkół wszelakich, upłynęła na byciu nieomal mamą dla swojego młodszego o ponad 10 lat rodzeństwa, które zaprowadzała do przedszkola i z którym wychodziła z domu na place zabaw, ale także na byciu aktywną uczestniczką działającego wówczas nad Dzierżęcinką Bractwa Artystycznego Strych. Do najbardziej szalonego epizodu owych czasów zalicza akcję sadzenia lasu, podczas której doszło do pierwszej randki sam na sam z obecnym ukochanym mężem Piotrkiem. I za jego to przyczyną wybrała Trójmiasto jako miejsce kolejnego stopnia edukacji. On, od kiedy się poznali, był pewien, że chce zostać aktorem, a Ola, jak to już wcześniej zostało napisane, chciała być dentystką.

– Wbrew pozorom między tymi wyborami nie ma aż tak dużej różnicy – śmieje się Aleksandra – bo przecież każdy aktor musi mieć piękne uzębienie!

Nic wtedy nie wskazywało na to, że będzie aktorką, i nie chciała nią być, bo zabawy z przeszłości były nic nie znaczącymi zabawami. I kiedy przyszły mąż czekał na egzamin do szkoły aktorskiej, ona była już praktycznie studentką medycyny. Ale los miał inne plany, bo dosłownie dzień przed tymi egzaminami Piotra spotkała swoją panią profesor od śpiewu z Koszalina, która gdy dowiedziała się, że jej ulubienica ma być lekarką, chwyciła się za głowę i kazała jej koniecznie zdawać na aktorstwo. No i tak się stało, że z pamiętanymi z innych powodów tekstami, i całkiem bez oczywistego w takich sytuacjach stresu, pokonała 20 osób na miejsce i została studentką Czteroletniego Studium Wokalno-Aktorskiego im. Danuty Baduszkowej przy Teatrze Muzycznym w Gdyni.

Szlifowanie rzemiosła Już na pierwszym roku udało się przyszłej przepowiadaczce aury zagrać małe rólki w „Sztosie” Olafa Lubaszenki i u Adama Hanuszkiewicza. U tego drugiego zagrała wielki zielony klomb na drewnianych obcasach, które miały 60 cm. Studia zakończyły dwa spektakle – „Kubuś Fatalista” Diderota i zestaw wielu różnych piosenek z grającej szafy.

Ola jest bardzo szczęśliwa, że udało jej się jako 25-latce stworzyć z Piotrem czteroosobową rodzinę Dzięcielskich. A dzięki decyzjom reżyserów zaproszonych do współpracy przez Bałtycki Teatr Dramatyczny, mimo bycia młodą mamą, udało jej się zagrać sporo ważnych ról, m.in. tytułową w „Antygonie” Sofoklesa, Abby – główną rolę w sztuce L’abutte’a pt. „Miejsce miłosierdzia” czy główną śpiewającą Beatrycze w „Słudze dwóch panów” Goldoniego.

Ale ponieważ życie nie dawało Aleksandrze szansy na nudę, żeby nie być skazanym wyłącznie na ulotność zawodu komediantki, skończyła także pedagogikę i ta zdobyta wiedza zaprowadziła ją do Młodzieżowego Domu Kultury, gdzie realizowała z młodzieżą różne ciekawe artystyczne pomysły. Tam właśnie ujrzał światło dzienne Ogólnopolski Festiwal Piosenki Aktorskiej „Reflektor”, który ma już za sobą pięć edycji. W imprezie biorą udział zarówno gimnazjaliści, jak i studenci szkół teatralnych z całej Polski. Olka początkowo była tylko organizatorką i konferansjerką (to jej kolejny sposób na życie), a ostatnio wciela się w rolę jurora.

– Jestem bardzo szczęśliwa – mówi – że festiwal stał się już dwudniową prestiżową imprezą kulturalną, o której słychać w kraju.

Rodzinny Koszalin

Państwo Dzięcielscy od prawie dwóch lat mieszkają w Warszawie, ale Ola największym sentymentem darzy swój rodzinny Koszalin. Jako mała dziewczynka mieszkała w centrum i z przyjemnością przenosi się myślami w okolice siedziby straży pożarnej przy ul. Kazimierza Wielkiego, gdzie spędzała mnóstwo czasu.

– Koszalin to przede wszystkim rodzinność – uśmiecha się Ola. – To kolebka mojego dorastania. Drugie skojarzenie to ogromna miłość moich i Piotra rodziców. Bo tak naprawdę tylko dzięki nim mogłam być i pracować w teatrze. Wspaniale opiekowali się dwójką moich maluchów. Instytucja babci i dziadka to jest coś absolutnie fantastycznego. Koszalin to miłość i ciepło domowego ogniska, więc jeśli będę szukała spokoju, to wrócimy z Piotrem tam, jak mi będzie za ciasno, za głośno czy za szybko w Warszawie. Ciągnie nas tam trochę, w końcu oboje się w Koszalinie urodziliśmy.

Jedna na 300

Decyzja o wyjeździe do stolicy była wynikiem istnienia niespokojnych artystycznych dusz Aleksandry i Piotra. Stwierdzili, że nie mogliby spokojnie funkcjonować, gdyby nie spróbowali zmierzyć się z takim wyzwaniem, jakim jest praca w Warszawie. Tam się dzieje wszystko, jest telewizja, radio, film. Jest szybko, ostro i do przodu. Tam się nie odpoczywa, albo wchodzi się w ten pęd, albo się z niego ucieka. Ale tak naprawdę Dzięcielscy oceniają, że to dopiero początek drogi. To, że Ola jest teraz telewizyjną panią od pogody, to kolejny przypadek. Zauważyła informację o castingu w internecie i nieomal natychmiast zdecydowała się na wzięcie w nim udziału. Chętnych było 300 osób, wybrano kilka zaledwie, ale to ona już po kilku dniach szkoleń z synoptykami jako pierwsza pojawiła się na wizji.

W latach 70. pogodą w polskiej telewizji zajmowali się Chmurka i Wicherek i były to osoby, które miały zawodową styczność z meteorologią. Dzisiaj oczywiście robią to ci, którzy przede wszystkim dobrze wypadają przed kamerą i są wiarygodni.

Początki pracy fachowca od pogody były takie, że trzeba się było nauczyć wszystkiego od początku. Była to wiedza do pewnego stopnia egzotyczna, ale przez walor nowości bardzo interesująca.

– Przed kamerą mogłabym równie dobrze odgrywać rolę eksperta od sprzedaży kostki brukowej – śmieje się pogodynka Ola. – To właśnie jest umiejętność wcielania się w różne role, której nauczyłam się w Gdyni.

Skoro mowa o kostce, to pora wyjaśnić, dlaczego Ola Dzięcielska na wizji stała się Olą Kostką. Powód był dość prozaiczny. Po kilkunastu przekręceniach jej ślubnego nazwiska pracodawcy poprosili ją o wymyślenie sobie ekranowego pseudonimu. I okazało się, że jej nazwisko panieńskie świetnie się do tego nadaje.

Ale oczywiście to nie jedyna zmiana. Nad wyglądem osoby, która pojawia się przed kamerą, czuwa cały sztab fachowców: od make-upu, fryzury czy ubrań. Być może część oglądających prognozę pogody w telewizyjnej Dwójce nie poznaje Olki Dzięcielskiej, która kiedyś nosiła bujne i bardzo długie włosy, a teraz jest krótko obciętą Olą Kostką. Oprócz krótkości fryzury jest jeszcze jedna wspominana już krótkość, mianowicie mało czasu na prezentację sytuacji pogodowej. A to oznacza, że ewentualna inwencja własna w takiej prognozie jest bardzo ograniczona. Jest wiele informacji do przekazania i niewiele minut. Oczywiście taka inwencja jest niezbędna przy tłumaczeniu języka synoptycznego, pełnego niżów, granic barycznych i układów, na prosty, zrozumiały dla wszystkich komunikat.

Z jednej strony mówi się o coraz wyższej sprawdzalności prognoz meteorologicznych, ale z drugiej widzowie często reagują natychmiast i dzwonią, kiedy słyszą coś zupełnie innego niż widzą za oknem.

– To zupełnie normalne – tłumaczy pani pogodynka. – Po pierwsze ma to związek z tym, że z braku czasu nie możemy podać wszystkich szczegółów. Po drugie jeśli nad danym regionem kłębi się gruba warstwa chmur, to zdarzają się przecież prześwity, a po trzecie prognoza dotyczy najczęściej dłuższego czasu, a nie momentu, kiedy zdaniem widzów coś się nie zgadza.

Stolica pełna wrażeń

Tak naprawdę jednak to nie jest tak, że zajmuje się tylko pogodą, bo przecież sporo czasu poświęca na współprowadzenie rodzinnej firmy Dziupla Artystyczna i obecność w agencji aktorskiej, która czasem proponuje jej rzeczy zgodne z wykształceniem, czyli małe rólki w telewizyjnych serialach. Z teatru zrezygnowała z konieczności – to muza, która wymaga pełnego oddania i dużej ilości czasu.

Ale Warszawa to także miejsce, w którym żyją i pracują osoby, które normalny Kowalski zna tylko ze srebrnego ekranu albo okładek kolorowych gazet. Pierwsze dni pracy pani pogodynki to były spotkania z samymi znanymi osobami – najpierw z innymi prezenterami pogody: Marzeną Sienkiewicz czy Jarkiem Kretem, ale ponieważ prognozy pogody są emitowane z tego samego miejsca co Wiadomości i Panorama, rzeczą powszednią były spotkania z Maciejem Orłosiem, Hanną Lis czy Piotrem Kraśką.

– Na początku byłam wręcz oniemiała – wspomina Aleksandra. – Czułam się jakbym wkroczyła do wirtualnego świata, ale bardzo szybko się okazało, że to są normalni, w przeważającej większości bardzo sympatyczni ludzie. Pierwszego dnia pracy szłam sobie korytarzem, podśpiewując coś musicalowego, i nagle natknęłam się na bardzo fajnego człowieka, z którym ucięłam sobie bardzo miłą rozmowę. Potem okazało się, że to bardzo ważny pan dyrektor, przed którym większość staje na baczność. Szczególnie dużą serdecznością darzę Jarka Kreta, który był moim przewodnikiem i nauczycielem telewizyjnego świata – opowiada Aleksandra. – Zawdzięczam mu niewątpliwie najwięcej. Z jego osobą wiąże się zresztą pewna zabawna anegdota. Otóż w momencie poczułam, że muszę mu jakoś podziękować za trud włożony w moją edukację. Postanowiłam zaprosić go na kawę do restauracji. Już następnego dnia zrozumiałam swój błąd – śmieje się Ola. – Kiedy Kret zadzwonił do mnie, dowiedziałam się, że portal pudelek.pl już zrobił z nas parę. Odtąd kawy pijamy w pokojach socjalnych telewizji.

Zwyczajni widzowie nie do końca zdają sobie sprawę z tego, jak funkcjonują na co dzień osoby „z telewizji”. Większa część z nich latami pracuję na swój wizerunek i pewnych rzeczy robić po prostu nie mogą – jak np. pokazywać się w miejscach publicznych z nieodpowiednimi osobami. Kwestia wizerunku to także osobny temat. Dzięcielska szybko zorientowała się, że prawdziwe twarze niektórych znanych osób nie mają wiele wspólnego z publicznym wizerunkiem. Z oczywistych względów nie padną tu ich nazwiska. Również nie dowiemy się od naszej bohaterki, który z liderów znanego polskiego zespołu zaoferował jej posadę wokalistki, ale tylko do chwili, kiedy okazało się, że istnieje Piotr i dwójka dzieci.

Ale większość ludzi telewizji to w oczach Oli Kostki fantastyczni ludzie. I to nie tylko z telewizji publicznej, ale także ze stacji prywatnych. Osoby zajmujące się pogodą w TVN-ie czy Polsacie znają się i lubią. Można powiedzieć, że mają swój wspólny świat, choć nie tylko związany z pogodą – część z nich to przecież wykształceni aktorzy, jak Jacek Skiba czy Ola Kostka. A jakie są prognozy na przyszłość pogodynki z Koszalina? Jak sama mówi, na razie wykonuje swoją pracę najlepiej jak umie, ale nie zamyka się na inne różne ewentualności, szczególnie te związane ze jej artystycznymi umiejętnościami. Świetnym miejscem do sondowania tych możliwości jest praca w „Pytaniu na śniadanie”, gdzie pojawia się cała masa bardzo interesujących gości – piosenkarzy, aktorów, reżyserów. Stara się dużo z nimi rozmawiać i ujawniać, że pani pogodynka to także dyplomowana aktorka musicalowa. Można zatem stwierdzić, że dużo zależy od czasu – czas nas uczy pogody, ale także pokory. Na razie nie można stwierdzić jednoznacznie, co będzie np. za rok, ale jest pewne, że koszalinianka Ola Dzięcielska-Kostka nie usiedzi spokojnie w jednym miejscu.

KUBA GRABSKI

Prestiż magazyn koszaliński
4( 5)
Kwiecień'09